poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 3

   Dziękuję za 205 wyświetleń, wielbłądy! Jesteście najlepsi! ;*** Sorcia, że opuściłam Was na długi czas, ale uczyłam się do matury, na której bardzo mi zależy. Myślę, że nie ma już co powtarzać, bo tylko sobie namące we łbie. Bez zbędnego pitolenia lecimy z tym koksem. Raz, dwa, trzy... jazda, jazda, jazda czarna gwizda!!! ☆☆☆☆

                      ❤❤❤❤❤❤❤❤❤

   Postanowiłam pójść odwiedzić Kastiela w szpitalu i oddać mu swoją krew. Jako, że miałam ochotę na czekoladę, a w szpitalu za oddanie określonej ilości krwi dawali ten słodycz, bez wahania poszłam wykonać swój plan. Hajs miałam, ale jestem niezwykle skąpą osobą i nie zamierzam wydawać ciężko zarobionych pieniędzy na takie głupoty.
   Pobiegłam do szpitala i podeszłam do pierwszej lepszej pielęgniarki.
- Hej, chcę oddać krew - zagaiłam.
- Ok, proszę za mną - powiedziała z bananem na twarzy.
Udałam się do izolatki, tam jakiś młody lekarz złapał mnie za ramię i wbił mi igłę. Okropnie bolało, że aż wyłam w niebogłosy. Nie znoszę szczepień. Facet był niezwykle nieczuły i pociągnął mi dwa litry krwi. W zamian za to dostałam czekoladę, więc nic nie szkodzi. Wcinając po drodze tabliczę czekolady szybko udałam się do sali, w której leżał Kastiel.
- Siemasz, kotuś! - rzuciłam się na niego i przygniotłam go całym swoim ciężarem.
- Ała... mój brzuch... - wychrypiał.
- Oj, sorry, zapomniałam - odsunęłam się od niego kawałek i usiadłam na krańcu łóżka.
- Dasz mi kawałek czekolady? - zapytał cicho, robiąc oczy jak kot ze Shreka.
-  Co ty, chyba ocipiałeś! - Szybko wgramoliłam sobie do buzi ostatni kawałek czekolady.  -  Nie po to dałam sobie wkłuć ostrą szpilę, żebyś teraz zajadał się czymś, na co ciężko sobie zapracowałam. Rusz swoje szanowne cztery litery i wracaj do szkoły, bo dyrka nie radzi sobie z ogromem pracy!
Czerwonowłosy kudłacz westchnął jak zarzynane prosię, a w jego oczach pojawiły się smutne łzy. Kląsknęłam językiem o podniebienie i wywróciłam oczami.
-  Jak chcesz, to mogę zrobić ci lo...
Nie zdążyłam dokończyć zdania, gdyż drzwi rozwarły się, uderzając z hukiem o ścianę. W progu, wraz z niepokojącym szumem wiatru pojawił się Nataniel, Kastielowi opadła kopara, a ja strzeliłam potężnego lennyfaca'a.
-  Co tu się odpierdala?  -  ryknął blondyn.
-  N- nic- zaczęłam, lecz chłopak doskoczył do mnie z morderczym wyrazem twarzy.
-  Flirtujesz z tym małpiszonem?!?!?!
-  Ok. - Skoczył na łóżko, przygniatając  Kastiela.  - Nie pozwalam ci podwalać się do mrocznych smętów i ciemnych wykrętów.
- Ale ja się do nikogo nie podwalam.
Nataniel spojrzał na mnie natanielowato i rozpiął rozporek.
- EJ!!!! - W sali ni stąd, ni zowąd znalazł czarnowłosy, bardzo przystojny lekarz. Biała katana pielęgniarska opinała jego muskularne ciało. Przygryzłam wargę, unosząc porozumiewawczo brwi. Nie przepuszczę takiej okazji.
- Czego drzesz jadaczkę?!?! - ryknął Nataniel.
-  Synu, zapnij ten rozporek! Dobrze ci radzę!
-  Weź ssij.
- Miarka się przelała, glizdo.
Ciacho złapało Nataniela za portki i wyrzuciło go z pomieszczenia.
- Och, bohaterze!
Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go w wyrzeźbiony polik.
-  Spoko, luz, mała.
Chwilę patrzylismy na siebie, a potem polecieliśmy w ślinę.

3 komentarze:

  1. Witam Żelka po dłuuugiej nieobecności i składam uszanowanie :)!

    Trzeba przyznać, że twardo stoisz przy prowadzeniu tego bloga :). Byłam pewna, że porzucisz go, skoro tak długo nie pisałaś. Matura, powiadasz? Trzymam kciuki ✊!

    Po skończeniu tego komentarza przeczytałam go raz jeszcze i zdecydowałam, że zamieszczę tu pewien dopisek, aby nie narazić Cię na problemy zdrowotne. Przede wszystkim dobrze się zastanów, w jakim jesteś humorze. Jeśli aż tryskasz energią i radością życia, zostaw sobie czytanie na potem. Jeśli zaś jesteś w dołku - usuń ten komentarz bez żalu. Za bardzo mi na Tobie zależy, bym przejmowała się zniknięciem spod posta owocu mojej „ciężkiej” pracy
    Gdy już rozważysz wszystkie za i przeciw i mimo wszystko zechcesz przeczytać mój komentarz, nie mów potem, że Cię nie ostrzegałam. Nie wypłacę Ci odszkodowania w przypadku zawału, bo jako dowód niewinności pokażę screen z moim komentarzem :').

    Przynieś sobie krzesło i usiądź na nim, żebyś nie zemdlała. Oddychaj głęboko - wdech - wydech - wdech - wydech... Byłabym zapomniała, miej w pogotowiu szklankę wody. Nie będzie miło!

    Cigaretta to dziewczyna głupia i pusta - zresztą sama sobie z tego pewnie zdajesz sprawę -;-_-;-. Gdybym przeklinała, znalazłabym dobitniejsze określenia, ale w mojej głowie nie ma miejsca na słowa imitujące nawet wulgaryzmy. Myślę, że warto jest zostawić sobie w mózgu przestrzeń niezapełnioną wyrażeniami prosto ze śmietnika, jak zrobiłam to ja. Mam szesnaście lat, ani razu nie przeklnęłam, w myślach nawet, i ŻYJĘ x-x. A do tego dobrze się mam. Chociaż może za długo nie potrwa moja egzystencja na tym świecie, jeśli dłużej będę musiała czytać takie bzdury, jakie zamieszczasz czasem na tym blogu...

    Nie robisz od groma błędów, to Ci trzeba przyznać, choć zdarzy Ci się czasem nie postawić przecinka. Ale najczęściej Twoje pomyłki możemy zaliczyć do kategorii literówek. Ot, choćby to:
    „Wcinając po drodze tabliczę czekolady szybko udałam się do sali, w której leżał Kastiel.”
    Powinno być tabliczkę, jak sama wiesz ;).
    Znajdą się wszakże błędy innego rodzaju:
    „ - Miarka się przelała, glizdo”
    Poprawnie jest „miarka się przebrała” :).
    To tyle moich uwag związanych z poprawnością. Nie przejmuj się, potrafię zrobić z igły widły, jeśli chodzi o ortografię i interpunkcję :). Z tego, co zauważyłam nie jesteś osobą zadufaną w sobie i z pokorą przejmujesz wszelkie uwagi. Nawet się do nich stosujesz. Brawo :)!

    O ile Twój styl nie pozostawia wiele do życzenia (chociaż mile widziane byłoby ograniczenie używania wyrazów slangowych i ciut więcej opisów), o tyle fabuła jest wprost okropna! Gdy czytałam końcówkę poprzedniego rozdziału, szczęka opadła mi tak nisko, że znalazła się na podłodze. Taa, zaczepił ją człowiek z nożem, a natanielowaty Kastiel jakimś dziwnym trafem znalazł się w pobliżu i oberwał zamiast Cigaretty, którą zresztą ledwo zna... Pięknie, oklaski się pani autorce należą! (; Jaka wzruszająca scena, chlip chlip :'(, a nasza cudem uratowana księżniczka zwiewa, aż się kurzy, pozostawiając niedoszłego rycerza na pastwę losu. Cóż za odwaga, naraża się na kolejne zaczepki psychopaty, aby sprowadzić pomoc jak najszybciej! (...)
    Nie myśl, że wierzę w taką wersję wydarzeń (:. Cigaretta to tchórz nie z tej ziemi, myśląca tylko o sobie wstrętna osoba. No dobrze, nie będę aż tak krytyczna, co się spodziewać po dziewczynie mającej takich rodziców... Wyjechali sobie, a o córce zapomnieli. Nie raczyli jej nawet zabrać ze sobą i nie podali konkretnych pobudek, jakimi się kierowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego ja wspominam o poprzednim rozdziale :/ \:? Przecież jest już następny... Nie wiem, co mnie naszło, wybacz. Wcześniej jakoś nie miałam do tego głowy.

      Przejdźmy więc do posta, który ukazał się dzisiaj :).

      Miło ze strony Cigaretty, że postanowiła oddać krew dla Kastiela (mimo, że motywowane to było chęcią zdobycia tabliczki czekolady. Chociaż nie wiem, czy właśnie to było mu potrzebne do ozdrowienia. Szczególnie, że nie wiadomo, jaką ma grupę krwi i czy główna bohaterka nie cierpiała na darmo. Ale zawsze pomoże komuś innemu... Właściwie, nie wiadomo nawet, czy ktoś następny niedługo nie ucierpi z powodu Cigaretty i czy nie przyda mu się jej pomoc. Ta dziewczyna chyba ma talent do pakowania się w kłopoty. Raczej nie chyba, tylko na pewno.
      Swoją drogą, oddawanie krwi odbywa się nieco inaczej. Trzeba podpisać milion papierów i w ogóle, masa z tym ambarasu. Nie wiem, czy dostaje się czekoladę, ale na pewno nie pobiera się takiej ilości krwi! Dwa litry! Wiesz, ile to jest?!

      Jeju! Jaka ta dziewczyna jest nieczuła! Nie potrafi zrozumieć, że na chorego się nie wskakuje, zwłaszcza, gdy leży w szpitalu? I jak jeszcze może męczyć biednego Kastiela wzmiankami o szkole i obowiązkach, gdy chłopak ledwo zipie?! To jakiś obłęd! Czerwonowłosy uratował życie głównej bohaterce, a ta nawet mu nie podziękowała! Co więcej, nie poczęstowała go nawet czekoladą... Nie no, już nie mam siły tego komentować...
      Bum! Nataniel oczywiście pojawił się w najmniej spodziewanym momencie... I chciał zgwałcić Cigarettę... Przy Kastielu... Nie mam pojęcia, co mu strzeliło do głowy... U Ciebie wszystko jest niespodziewane. Nawety to wejście lekarza. Przystojniaka, który okazał się wart Cigaretty (że też są tacy ludzie...) i natychmiast się w niej zakochał. A w każdym razie, uraczył ją długim i namiętnym pocałunkiem. A na to wszystko musiał patrzeć biedny Kas. Lepszej końcówki sobie nie mogłam wymarzyć -_-...
      Wiesz co, już nawet nie mam siły tego komentować...

      Usuń
    2. O rety, jakie ja pokłady krytycyzmu znalazłam w swojej głowie! Nigdy bym się nic nie dowiedziała o ich istnieniu, gdyby nie Twój blog. Możesz czuć się wyróżniona, bo jeszcze nigdy nikomu nie napisałam takiego komentarza. Zawsze na światło dzienne wychodziły tylko takie notki, w których krzepiłam blogerki miłymi słowami i choć pisałam, nad czym powinny popracować, nie byłam nigdy tak złośliwa, jak jestem teraz. Usuń ten blog, on wyzwala w ludziach złe emocje ;o :D! Oczywiście żartuję, masz potencjał, ale nie powinnaś przesadzać z ilością nieprawdopodobnych i zboczonych wydarzeń. Doskonale wiesz, o czym mówię :).

      Czytałam Twoją odpowiedź na komentarze, które pojawiły się pod rozdziałem drugim i rozumiem, z czego wynika „nienormalność” Twojej bohaterki. Chciałaś być oryginalna i pisać o kimś, kto nie jest taki, jak wszyscy. Z założenia dobry pomysł, ale mogłaś tę odmienność bohaterki ukazać w innych cechach. Już wolałabym, żeby miała bzika na punkcie kwiatów i każdą podeptaną czy zwiędniętą roślinkę żegnała płaczem. Daję tylko taki przykład :p. Równie dobrze może być szalenie nieśmiała albo bojaźliwa. Przeżyłabym nawet opowieść o kolejnej dziewczynie, która straciła rodziców. Ale czy naprawdę musisz robić z Cigaretty patologiczną impreziarę i alkoholiczkę, dla której ważna jest tylko ilość poderwanych chłopaków!? Mnie wcale nie śmieszy czytanie o takiej osobie. Może jestem wyjątkiem, ale nie.

      Dość, dość, dość tego wszystkiego! Nie chcę, byś straciła zapał do pisania :(. Masz się rozwinąć, to wszystko. Krew się we mnie burzy, gdy pomyślę, jakie wspaniałe opowiadanie mogłabyś utworzyć z takim talentem. Bo widać, że umiejętności masz. Ale Ty zadowalasz się tylko ochłapem. Lenisz się i idziesz po najmniejszej linii oporu. Czy jest coś łatwiejszego, niż opisywanie wybryków pijanej nastolatki i szalejących za nią chłopaków? Naprawdę nie mogłabyś nadać swoim tekstom jakiejś głębi!? Dobrze, przyznaję, śmieszą mnie Twoje rozdziały :p. Ale śmieję się bardziej z ich głupoty (:.
      Niee, ja naprawdę muszę przystopować. Pisz, jak chcesz i co chcesz. Przynajmniej nie będę się nudzić, czytając co lepsze fragmenty :P.

      I co? Żyjesz jeszcze? Daj znać, bo nie chcę gryźć się z myślami, że właśnie stałam się zabójcą. Jak nie żyjesz, to bądź łaskawa nie straszyć mnie po nocach ;)).

      Żegnam Żelka i życzę (żżż :D) jak najlepszych pomysłów i samozaparcia, potrzebnego do przebrnięcia przez tyle negatywnych komentarzy :(. Mój możesz uznać za pozytywny, jeśli to Ci pomoże :). Bywają gorsze blogi (chyba) :P.

      Usuń