sobota, 14 maja 2016

Rozdział Piąty

   Wybiegłam z szatni basenowej i udałam się prosto na jezdnię. Skoro nikt mnie nie lubi, to ja się zabije! Wskoczyłam pod jadącą z prędkością sto dwadzieścia kilometrów na godzinę ciężarówkę. Usłyszałam tylko pisk opon i szczęk łamanych kości. Nadal żyłam. Jakiś gościu wybiegł z pojazdu i ukucnął przy mnie.
-  Dziewczynki nic ci nie jest? W pizdę jeża, co cię napadło, mały orangutanie?!
-  Ałaaa, moje ciało!  -  jęknęłam, wijąc się jak tuczony węgoż.
-  Pod czyją jesteś opieką?  -  spytał mężczyzna, który po przecinku mówiąc, był bardzo przystojny. *.*
-  Faraza...
-  Ja pierdole, dzwonię po psiarnię! Tym razem nie ujdzie mu to na sucho!
Facet podniósł mnie i usadził na siedzeniu kierowcy, a sam zadzwonił po policję. Chwilę później pod ciężarówką tłoczyła się już zgraja niebieskich puszek.
-  Co się stało, obywatele?  -  spytał generał.
-  Potrąciłem ją ciężarówką...
-  Skuć go, bracia!
Pięciu facetów złapało kierowcę za poły marynarki i wrzuciło do bagażnika. Szkoda.
-  Mała,mów co jest grane!
-  To wszystko przez Faraza. Ten pojeb chciał mnie zgwałcił.
-  Faraz? Już ja wykatrupię tego seryjnego mordercę! Kompani, brać go!
Cała zgraja psiarni jak na komendę poleciała na basen i wyniosła z niego pół przytomnego nauczyciela.
-  Puśćcie mnie! To wbrew przepisom! Help me!  -  darł się Faraz, jakby fo rzywcem ze skóry obierali.  -  HWDP! Fuck Police!
-  Za takie odzywki, synu, to gorzko pożałujesz!
Policjant podszedł do Faraza i zasadził mu kopytkiem z mięsień piszczelowy.
-  A masz!!
Głowa Faraza opadła, a jego ciało wrzucili do bagażnika, w którym leżało ciacho.
-  No i misja wykonana! Dziewczynko, podwieźć cię wherever?
-  Spox Men, dam sobie radę.
-  Ok, to to ja lecę służyć państwu! Elo! Polecam się na przyszłość!
-  Elo!
Odwrocilam głowę i dostrzegłam całą klasę, która stała z rozdziawionymi ustami i wpatrywała się w moje lico.
-  Czyja to bryka?  -  spytał Armin, robiąc gały jak kopary.
-  Już moja  -  odparłam i włączyłam silnik.

               💖💖💖💖💖💖👎💖💖💖👎

- Shut up, uczniowie!  -  wrzasnęła dyra, a jej głos zrobił nam dziurę w uszach.  -  Jak wiecie Faraz...yyy Pan Farazaowski trafił za kraty. Teraz będziecie musieli mieć nowego wychowawcę. Poznajcie Pana Łumianka!
Rozległy się fanfary i wiwaty, a z pomiędzy lecących konfetti wyłoniło się cudo.
-  Witam, elitę tej szkoły!  -  rozpoczął mrocznym szeptem nauczyciel.
Miał siwe włosy, które mogły podchodzić pod łyse i duży, piwny brzuch. Jak misio, do ktorego można się przytulić, tylko,ze ten misio to była krwiożercza bestia. Zadrżałam.
-  Na wstępie sprawdzimy waszą wiedzę bydlaki. Lecimy po kolei. Ty tam, blondyn.
-  Ja?  -  Nataniel wytrzeszczył oczy. Żaden nauczyciel nigdy nie zwracal się do niego takim tonem.
-  Tak. Rozłóż mapę Świata. Zabawimy się BUAHAHAHHAAH
Przerażony chłopak szybko rozwinął mapę, po czym czmychnął w kąt.
-  Lecimy z tą torpedą. Jest dziś Cigaretta?
-  Jestem.  - Podniosłam dłoń i wypięłam dumnie pierś.
-  Chodź na pierwsze ogniwo, pecie. Pierwsza przetestujesz kontórówkę z całego świata!
-  Ok.
Podeszłam do tablicy i stanełęm.
-  Pokaż nam, gdzie znajduje się Eyjaflallajökull.
-  Co proszę?
-  Przecież to banał. Klaso, pokażmy tej niezgule gdzie się znajduje to piękne miejsce. Ty!  -  wskazał palcem na Kastiela.  -  Wyglądasz jakbyś niedawno wyszedł z pierdla, ale masz inteligentne spojrzenie. Chodź no tu!
Ruda małpa wstała i posłusznie udała się r tablicy.
-  Mów gdzie leży Eyjaflallajökull.
-  Południe Islandii, tuż koło wulkanu Katli.
-  Brawo, bohaterze! I co, zatkało kakao?
Znów byłam poniżana. Wybieglam z sali, lecz tym razem ktoś delikatnie złapał mnie za ramie.




środa, 4 maja 2016

Rozdział 4

-  Dzisiaj szkoła organizuje wypad na basen publiczny. Proszę, wpłacić do skarbca po pięć złotych!  -  Darł się Faraz, jakby go rzywcem ze skóry obierali.
-  Masz dla mnie pieniądze?  -  Spytałam siedzącej z tyłu blondyny
-  Niby dlaczego?
-  No, pożycz skąpa sknero. Nie poratujesz umierającego w potrzebie?
Laleczka wykonała nagły obrót gałkami ocznymi.
-  Masz, ale oddaj mi szybko.
-  Spox men.
Gdy tylko się odwróciłam, zaczęłam się diabolicznie śmiać. Hehehe ta rozpustnica już nigdy nie ujrzy piątaka na swoje wyłupiaste oczyska!
-  Cigaretta, wezwać lekarza?
Nad sobą ujrzałam potrójny podbródek Faraza.
-  Nie Stary pierdzie.  - Jęknęłam cichym szeptem.  - Masz tu kokosy i idź już sobie.
Facet polazł dalej, a Nataniel wyszczerzył do mnie swoje kły. Odpowiedziałam przysłowiowym buziaczkiem.
   W szatni basenowej ubrałam na swoje jędrne ciało najnowszy krzyk Channel. Wiem, że kumpele mi zazdrościły, bo na mój widok robiły dzikie oko, ale co mnie to. Wyszłam pierwsza, rozgladajac się za chłopakami. Na hamaku wisiał tylko Faraz w przyciemnianych okularach. Gdy weszłam na salę basenową uchylił jedno szkło i nieudolnie uniósł brwi.
-  Może posmarować ci plecy, uczennico?
-  Hola, hola, takie zagrywki to nie do mnie! Ja jestem szanujacą się młodą osobą!
-  Jasne, jesteś zwykła szma...!  -  zaczął piskliwie Kastiel, lecz Nataniel pchnął go z bara do basenu.
-  Co on chciał powiedzieć, kotuś?  -  Spytałam miziając jego brzuch.
-  Że jesteś prawdziwą szmaciurą, ale mu przeszkodziłem!
-  Och, ty mój łobuzie - zachichotałam, mizdrząc się go niego. - A ty też tak sądzisz?
-  No pewnie! Dałaś się puknąć jakiemuś bucowi, który chodzi z nami do klasy.
-  Ale jak to. Przecież on był lekarzem.
-  Noo, ale on tam tylko sobie dorabia jako ginekolog. Ogólnie jest uczniem. Spójrz za siebie.
Odwróciłam swoje dwukolorowe oczęta we wskazaną stronę. Za mną stał pielęgniarz w slipkach.
-  O elo. To z tobą się wczoraj zabawiałem, jo? Nie wiedziałam, ze jesteśmy razem w klasie.
-  Ja też.
-  Jestem Armin.
-  A ja Cigaretta.
-  Łoo Jezu, jak rodzic może tak skrzywdzić rodzone dziecko?!
-  Spierdalaj.
-  Okej, to na razie.
Byłam zła, bo teraz każdy uważa mnie za puszczalską, a ja po prostu mam słabość do przystojnych mężczyzn. Patrzyłam spod byka na taplających się w wodzie ludzi. I nagle moje nogi zaczęły wykonywać niekontrolowane pląsy. Zapomniałam, że woda to mój wróg!
-  Ej ty, czemu tak stoisz jak słup?
Spytał jakiś białowłosy. Pokazałam mu faka, bo nie lubię, gdy ktoś mnie pogania.
-  Boisz się wody?  - spytał ten sam chłopak.
-  EJ, ONA BOI SIĘ WODY!  -  ryknął Nataniel.
Cała sala umilkła, a potem wszyscy buchnęli śmiechem. Zrobiło mi się przykro i zaczęłam uciekać, lecz Faraz podstawił mi kopyto.
-  Nauczę cie pływać, tylko chodź do wujka.
Trzepnęłam go z pięści w ryj i uciekłam do szatni basenowej. Byłam sama i było bardzo smutno. Czemu nikt mnie nie lubi? Przecież podobno bycie sobą to klucz do sukcesu...


       💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖💖

Pamiętajcie, piszcie wasze spostrzeżenia.
Siemciaa dupeczki! Dziś koło dwudziestej drugiej pojawi się nowy rozdział, ale najpierw mam dla Was pewnego rodzaju zagadkę, pytanie, jak wolicie. Mój blog nie na darmo nosi tytuł ,,na tropie tajemnic". W swoich rozdziałach będę zamieszczała wskazówki, dzięki którym ułatwia Wam odgadnięcie mojej prawdziwej tożsamości. Jestem jedną z Was, normalną dziewczyną. Ba, mam nawet bloga o tej samej tematyce. Piszcie w komentarz osoby, które typujecie. Daje Wam tyle czasu ile potrzebujecie. Do dzieła! BUAHAHAHAHA

poniedziałek, 2 maja 2016

Rozdział 3

   Dziękuję za 205 wyświetleń, wielbłądy! Jesteście najlepsi! ;*** Sorcia, że opuściłam Was na długi czas, ale uczyłam się do matury, na której bardzo mi zależy. Myślę, że nie ma już co powtarzać, bo tylko sobie namące we łbie. Bez zbędnego pitolenia lecimy z tym koksem. Raz, dwa, trzy... jazda, jazda, jazda czarna gwizda!!! ☆☆☆☆

                      ❤❤❤❤❤❤❤❤❤

   Postanowiłam pójść odwiedzić Kastiela w szpitalu i oddać mu swoją krew. Jako, że miałam ochotę na czekoladę, a w szpitalu za oddanie określonej ilości krwi dawali ten słodycz, bez wahania poszłam wykonać swój plan. Hajs miałam, ale jestem niezwykle skąpą osobą i nie zamierzam wydawać ciężko zarobionych pieniędzy na takie głupoty.
   Pobiegłam do szpitala i podeszłam do pierwszej lepszej pielęgniarki.
- Hej, chcę oddać krew - zagaiłam.
- Ok, proszę za mną - powiedziała z bananem na twarzy.
Udałam się do izolatki, tam jakiś młody lekarz złapał mnie za ramię i wbił mi igłę. Okropnie bolało, że aż wyłam w niebogłosy. Nie znoszę szczepień. Facet był niezwykle nieczuły i pociągnął mi dwa litry krwi. W zamian za to dostałam czekoladę, więc nic nie szkodzi. Wcinając po drodze tabliczę czekolady szybko udałam się do sali, w której leżał Kastiel.
- Siemasz, kotuś! - rzuciłam się na niego i przygniotłam go całym swoim ciężarem.
- Ała... mój brzuch... - wychrypiał.
- Oj, sorry, zapomniałam - odsunęłam się od niego kawałek i usiadłam na krańcu łóżka.
- Dasz mi kawałek czekolady? - zapytał cicho, robiąc oczy jak kot ze Shreka.
-  Co ty, chyba ocipiałeś! - Szybko wgramoliłam sobie do buzi ostatni kawałek czekolady.  -  Nie po to dałam sobie wkłuć ostrą szpilę, żebyś teraz zajadał się czymś, na co ciężko sobie zapracowałam. Rusz swoje szanowne cztery litery i wracaj do szkoły, bo dyrka nie radzi sobie z ogromem pracy!
Czerwonowłosy kudłacz westchnął jak zarzynane prosię, a w jego oczach pojawiły się smutne łzy. Kląsknęłam językiem o podniebienie i wywróciłam oczami.
-  Jak chcesz, to mogę zrobić ci lo...
Nie zdążyłam dokończyć zdania, gdyż drzwi rozwarły się, uderzając z hukiem o ścianę. W progu, wraz z niepokojącym szumem wiatru pojawił się Nataniel, Kastielowi opadła kopara, a ja strzeliłam potężnego lennyfaca'a.
-  Co tu się odpierdala?  -  ryknął blondyn.
-  N- nic- zaczęłam, lecz chłopak doskoczył do mnie z morderczym wyrazem twarzy.
-  Flirtujesz z tym małpiszonem?!?!?!
-  Ok. - Skoczył na łóżko, przygniatając  Kastiela.  - Nie pozwalam ci podwalać się do mrocznych smętów i ciemnych wykrętów.
- Ale ja się do nikogo nie podwalam.
Nataniel spojrzał na mnie natanielowato i rozpiął rozporek.
- EJ!!!! - W sali ni stąd, ni zowąd znalazł czarnowłosy, bardzo przystojny lekarz. Biała katana pielęgniarska opinała jego muskularne ciało. Przygryzłam wargę, unosząc porozumiewawczo brwi. Nie przepuszczę takiej okazji.
- Czego drzesz jadaczkę?!?! - ryknął Nataniel.
-  Synu, zapnij ten rozporek! Dobrze ci radzę!
-  Weź ssij.
- Miarka się przelała, glizdo.
Ciacho złapało Nataniela za portki i wyrzuciło go z pomieszczenia.
- Och, bohaterze!
Rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam go w wyrzeźbiony polik.
-  Spoko, luz, mała.
Chwilę patrzylismy na siebie, a potem polecieliśmy w ślinę.